Historia jednego transceivera.

Klubowe
Historia jednego transceivera. Sevierville, Tennessee – tam się urodziłem. Chciałem się nazywać jak moi starsi bracia – Orion, może Eagle. W ostateczności Patriot albo Rebel. Los jednak sprawił, że jako jedyny z całej rodziny dostałem debilne cyfrowe imię. 1380, tysiąctrzystaosiemdziesiąt, kto chciałby się tak nazywać? Przecież jestem mały, miły, oszczędny i nie żrę dużo prądu… Co prawda jestem trochę kanciasty, i nie mam kociego futerka – ale naprawdę można mnie polubić.



Nie jestem do końca normalny. Pomyślcie jaką duszę musi mieć ktoś, kto urodził się koło Nashville. Na drugim końcu stanu jest Chattanooga a po przekątnej Memphis… Jazz we mnie gra od narodzin. Jako pierwszy z pudełka wyjął mnie Leszek SP6FRE.



Wyjął, pogłaskał, polutował i po raz pierwszy zabiło moje VFO. Leszek dostał mnie jako nagrodę w konkursie PUK na zjeździe w Burzeninie, bo wymyślił i zrobił jakieś niezwykle przydatne urządzenie dla krótkofalowców. Też je dziwnie nazwał, ale ponieważ wszyscy klaskali i mu gratulowali, to widocznie On miał rację a nie ja. Pomieszkałem trochę u Leszka, spoko facet, ale pewnego dnia popatrzył na mnie i powiedział „stary, no przecież cię nie sprzedam”. Ustaliliśmy, że przydałby mi się nowy dom, w którym byłbym bardziej przydatny niż tylko jako przedmiot do podziwiania. Miejsce, gdzie kilkadziesiąt WPM-ów rozgrzeje moją duszę. Ponieważ ja tylko titam a Leszek całkiem sprawnie pisze, to napisał na forum Home Made - „Chciałbym przekazać komuś bezpłatnie posiadany przeze mnie transceiver Ten-Tec 1380”. Nie musiał pisać, że chodzi o przekazanie w dobre ręce, bo jak ktoś chce pracować na telegrafii, to ręce musi mieć niezłe. Dzięki kolegom Leszka wybrano mi nowy dom a ja poczułem się dumny jak paw. Poczta nadała mi numer i wyruszyłem w drogę do stolicy. Trochę mną porzucali, ale ja jestem odporny, można mnie zabierać w góry, więc Poczta Polska mi nie straszna. Nagle poczułem płaską powierzchnię, troję szumu, zamieszania i przez uchylone wieko pudełka zobaczyłem trochę wpadającego światła. I czerwień…



Trochę się przestraszyłem, że ja wytwór kapitalizmu wpadłem w łapy czerwonych ale nagle zobaczyłem na półce napis „Radioreaktywacja”, który wtedy niewiele mi mówił, oraz drugi – krótszy – SP5PRF, który wyjaśnił mi wszystkie wątpliwości. Polska, Warszawa, klub, PZK. Same dobre rzeczy. Delikatnie wyjęto mnie z pudełka i wtedy zrozumiałem – trafiłem do klubu, którego podstawowym celem jest przekazywanie krótkofalarskiej pasji dzieciom i młodzieży. Lepiej być nie mogło. A Radioreaktywacja to idea, która tym działaniom nadaje treść i sens.



I w ten sposób od Leszka SP6FRE, człowieka, który od samego początku swojej krótkofalarskiej działalności robił coś dla innych, trafiłem do SP5PRF i znakomitej grupy młodych ludzi, którym pomogę w opanowaniu coraz większych prędkości na telegrafii. Tacy już jesteśmy – ja – TenTec 1380, Leszek SP6FRE i moi nowi kumple z Warszawy. Ciągle musimy robić coś nowego. O Leszku a raczej harcmistrzu Leszku, Druhu, miernikach i kawałku dobrej roboty napiszemy już niebawem. W roli TenTec’a 1380 - Maciek SP9MRN

Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

POLECAMY

>

Wspieraja nas:

egzamin krótkofalarski

Wygenerowano w sekund: 0.22
3,040,631 Unikalnych wizyt