CQWW160 ad 2014 SN5I

Klubowe

CQWW160 ad 2014 SN5I

 

W listopadzie 2012 Paweł SQ5STS nauczył mnie uczyć się telegrafii. Mówił, że po miesiącu wystartuję w zawodach. Głupi – myślałem. Po 7 tygodniach usiadł ze mną w styczniu 2013 r. bym zrobił pierwsze łączności w HADX Contest. Przy jego asyście wymęczyłem 12 qso, gdy odjechał do domu zrobiłem jeszcze 6. Za 2 tygodnie był CQWW160 i już bez jego asysty udało się zrobić 91 qso. CW wciągnęło na maksa. Gdzieś koło września 2013 zacząłem namawiać Pawła, by razem wystartować w CQWW160 w styczniu 2014 r. Zaczęły się plany, maile, rozmowy. Sprzęt, anteny itd. itd. Zastanawialiśmy się, czy założyć klub kontestowy, ale nikt nie miał chęci na formalia z tym związane. Z pomocą przyszedł Tomek SQ5OBU proponując start z klubowego znaku – wszak z Pawłem obydwaj jesteśmy członkami SP5PRF – i zadbał by znak kontestowy SN5I klub dostał na czas.

W październikowy piątek pojechaliśmy na obrzeża Tomaszowa Mazowieckiego na rodzinny plac mojej mamy z olszynami wielkimi jak byki. Podmokłe podłoże na ½ działki, wysokie drzewa. Wyobraźnia podrzucała pomysły, jakie druty i gdzie rozciągnąć. Doublet, dipol, pętla, beverage, pętla magnetyczna. Stojąc na podmokłej łące Paweł rozłożył ręce i powiedział: Nie da rady. Nie przerzucimy drutów przez ten pas drzew. Złość mnie wzięła. Nie? K… musi być jakiś sposób. Nie wiem. Łuk, kusza, proca. Może rakietnicę pożyczymy. Tu zobaczyłem błysk zza pawłowych okularów: Racą!!! Wystrzelimy sylwestrową racę z żyłką!!! Zaczęliśmy śmiać się do łez, ale plan już był. Nie udało się trafić do Tomaszowa między świętami a sylwestrem. Dojechaliśmy ze sprzętem dopiero tydzień przed zawodami i zaczęliśmy przygotowania. Wędką nie dało rady przerzucić drzew. Pora na clou programu – rakiety. Stary ul i 3 m rura stalowa posłużyły za wyrzutnię. Pierwszy strzał za wysoko. Drugi, rakieta zbacza z toru i wali w drzewa. Po trzecim strzale wiedzieliśmy już, że rakiety są za małe. Na szczęście przyjechała z nami proca. I tu za pierwszym razem był strzał w dziesiątkę. Co prawda pasa drzew ciężarek nie przeleciał ale spadł w środek drzew i dało się zrobić piona ¼ lambda. PKL’ka była na szpuli. I maszerowaliśmy z nią dzielnie, by przygotować radiale. Piątek zakończył się Ustawieniem pionowej anteny z ośmioma 40-to metrowymi radialami. Zaskoczenie było wielkie, gdy okazało się, że wysokość olszyn dochodzi do 30 m. Niewielki kawałek wibratora wychodził ponad olszyny skręcając do poziomu, a cały wibrator miał około 41 m. Antena dawała SWR 1,15 dla 1,82 MHz. Musieliśmy niestety wracać. Od listopada krążyła między nami lista sprzętu, który trzeba przygotować i zabrać na zawody. Paweł przygotował rdzenie i rezystory do anten beverage. Materiały na double zepp też były gotowe. W piątek (w dzień zawodów) wyruszyliśmy z rana do Tomaszowa. Tydzień wcześniej było +6 stopni Celsjusza i mżawka. W czasie zawodów już -15OC i popadywał śnieg. Udało się rozciągnąć 2 beverage. Jeden skierowany na USA, drugi bez uziemienia w kierunku wschód-zachód. Te odsłuchowe anteny miały około 160 m długości i wychodziły poza działkę na nadpiliczne łąki. Dołożyliśmy też szesnaście 40-to metrowych radiali. Temperatura zaganiała nas co chwila do domu, bo ręce grabiały i d.. marzła. Od Mariusza SQ5M dostaliśmy na czas zawodów strojony zdalnie kondensator, tak że GP ¼ lambda został zamieniony na odwrócone L z kondensatorem włączonym w szereg (wibrator został wydłużony o 15 m, czyli prawie 30 m w górę, reszta poziomo).

Zawody zaczęły się o 23.00 czasu lokalnego. Słuchamy na beverage, nadajemy z piona. Łączności idą. Nocą zmienialiśmy się przy radiu, ale każdy z nas był zmęczony po całym dniu pracy przy antenach na mrozie. Koło 8 w sobotę rano pasmo zaczęło gasnąć. Odsypianie. Zostało parę godzin światła dziennego postanowiliśmy zawalczyć z double zepp. Przyjechały z nami większe rakiety. Pierwszy strzał – żyłka się odczepiła. Drugi strzał – rakieta leci blisko w gałęzie i bum! Rozbłyska siejąc ognie w koło nas. Korekta nastawów wyrzutni i trzecia wylatuje pięknie za linię drzew. Jest ciężarek! Jest żyłka! Przywiązujemy linkę i ciągniemy. Żyłka pęka. Właściwie, to nie posługiwaliśmy się żyłką, tylko plecionką (większa wytrzymałość w stosunku do wagi, bardziej śliska – mniejszy ciężarek może pociągnąć ją na dół do ziemi przez gałęzie). Para uszła z gwizdka. Plecionka nie jest dostosowana do pracy na 15-sto stopniowym mrozie. Na ryby pod lód są inne materiały. Wieczorem siadamy do radia. Teraz na jednym uchu pion, na drugim 2 beverage (na przełączniku). Rozsądniej zaplanowaliśmy dzień więc i nocna praca przy radiu była łatwiejsza do zaplanowania i wykonania. 8 rano, pasmo siada. Jest mało amerykańskich mnożnikowych stacji. Jest parę dxów (Peurto Rico, Japonia). Gdy udało się zrobić Puerto Rico tłum Europejczyków rzucił się na tą częstotliwość, ale Latynos ich nie słyszał. Byliśmy bardzo dumni z naszej L-ki. W niedzielę (w dzień) odwiozłem do Warszawy moją mamę i syna. Gdy zaczęło się ściemniać pasmo ożyło, ale stojąc na cq mało kto już się zgłaszał. Koło dwudziestej Paweł mówi: czas na ciebie, wyjdź spod swojego znaku i powalcz z pile-upem. Ruszam i… pot na czole, mało co odczytuję 5-ciu na jednego, to niesprawiedliwe. Zaczynam odczytywać po 2 literki i powoli przychodzi rytm. Mutley (Paweł) leży i słucha na drugich słuchawkach jak walczę. Słyszę zza pleców jego śmiech. W końcu krzyczy: Nie powtarzaj swojego znaku! Ignoruję go bo jak wcisnę TU (thank you) na klawiaturze, to znak leci z automatu. A chcę nadawać „thank you”. Krzyczy jeszcze raz: Nie nadawaj swojego znaku, bo będziesz miał co raz większy pile-up. Wkurzyłem się i krzyczę: Jak mam nie nadawać jak pod F3 jest thank you i SN5I z automatu. Kluczem, kolego, kluczem. Mutley się śmieje znowu. Pomogło. Pile-up się rozładowywał. Nadawałem znak i znów przychodziło paru. Ładna lekcja operatorki. Koło 21 przyszły 2 japońskie stacje – zrobione. Radość. Ale duch kontestu o Rosjanina mnie wkurzył na maksa. Jak tylko usłyszał Japończyków, zaczął wołać cq test na mnie!!! Moc miał pewnie kilka razy większą. Odpuściłem, bo już godzina minęła. 67 QSO. Usiadł Paweł i spod swojego znaku zrobił tyle samo łączności… w pół godziny. Muszę jeszcze poćwiczyć. Do 23.00 czasu lokalnego pracowaliśmy znów spod klubowego znaku SN5I. prawie 2 godziny likwidowania stacji, pakowanie i koło 3 rano w poniedziałek w domu. Uffff…

Ponad 900 zrobionych łączności spod znaku SN5I. Z podglądu na nadesłane logi wynika, że może być 2-gie miejsce w SP. SP8W koło 2 razy więcej punktów w kategorii Multi-operator, high power, assisted. Gratulacje dla nich. Nie było kategorii dla wielu operatorów low power, więc skorzystaliśmy z klubowego pozwolenia na 500 W. Pożyczony od Mariusza SQ5M ACOM chodził baaardzo ładnie, cichutko, płynnie. K3 z panadapterem pokazała swoją wielką użyteczność jako radio do cw i do zawodów. Gdy ustawiony był na jednym uchu sygnał z anteny L, a na drugim beverage, to czasami korespondent pływał z ucha do ucha, ale nie znikał. Można było słuchać głównej anteny na drugim radiu (podłączonym do K3 bez obaw, że nadawane 500 W spali odbiornik). Nie mieliśmy na to siły (ale możliwość była). Drugie gniazdo słuchawek też było pomocne. Filtry pozwalały znaleźć w tłoku swoje miejsce by wołać cq i słuchać korespondentów prawie bez nakładek z boku. W imieniu swoim i Pawła składam serdeczne podziękowania Mariuszowi SQ5M za użyczenie sprzętu i cenne nauki, Włodkowi SP5MAD za równie cenne nauki, Tomkowi SQ5OBU za znak, który niewątpliwie był chwytliwy. To była dla mnie wielka radość, pracować w tych zawodach. Nauka równie wielka. Bez poważnych przygotowań sprzętowo antenowych byłaby wielka kicha. To, na szczęście, nas ominęło

Hubert SP5RE

Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

POLECAMY

>

Wspieraja nas:

egzamin krótkofalarski

Wygenerowano w sekund: 0.01
3,102,542 Unikalnych wizyt